Kurs trenera personalnego online – dlaczego to nie jest dobry pomysł?

Kurs trenera personalnego online – dlaczego to nie jest dobry pomysł?

Od kilku lat obserwuję prawdziwą eksplozję kursów trenera personalnego online.

Z jednej strony fascynuje mnie, jak łatwo dziś zdobyć certyfikat, z drugiej, niepokoi fakt, że za tym „łatwo” wcale nie zawsze idzie jakość i bezpieczeństwo przyszłych podopiecznych.

Im dłużej siedzę w branży, tym częściej łapię się na myśli, że kawałek papieru z napisem „Trener personalny” można dziś kupić szybciej niż kiedykolwiek.

Kiedy po raz pierwszy zacząłem analizować kursy online w 2020 roku, tuż po wybuchu pandemii, wyszedłem z założenia, że to po prostu nowoczesna forma edukacji, tak jak studia zdalne czy webinary.

Z czasem zobaczyłem jednak, że w pracy praktycznej, treningowej przeniesienie całego procesu kształcenia „do ekranu” ma bardzo konkretne konsekwencje.

Z perspektywy pragmatyka i kogoś, kto regularnie jest krytyczny wobec swoich egzekucji, trudno mi dziś bezkrytycznie patrzeć na tę modę.

Warto dodać, że sam zajmuje się sprzedażą kursów online, gdzie kładziemy nacisk na praktykę pod okiem doświadczonych instruktorów, i szczerze przyznaję: online ma swoje miejsce, ale nie może być jedyną drogą do certyfikatu.

Wiem, jak kuszące jest obietnica szybkiego „papierek za weekend”, bo rynek aż huczy od takich ofert, ale z perspektywy kogoś, kto codziennie rozmawia z klientami i zespołem widzę, że długoterminowo skórka nie jest warta wyprawki.

Kiedy analizuję własne kursy i konkurencję, wychodzę z założenia, że edukacja trenerska powinna być hybrydą: teoria online dla wygody, ale praktyka na żywo jako podstawa.

Nie demonizuję internetu, korzystamy z platform do modułów anatomii, fizjologii czy quizów, ale doświadczenie pokazuje, że ekran nie nauczy Cię pewnych.

W tym tekście dzielę się obiektywną analizą za i przeciw, bez marketingowych haseł, bo wierzę, że branża zyska na szczerej dyskusji o tym, co naprawdę działa.

Część „ZA” – potencjalne zalety | kurs trenera personalnego online

 
 

Z perspektywy osoby, która od lat organizuje szkolenia, trudno nie dostrzec, jak bardzo kursy online otworzyły drzwi do zawodu trenera personalnego ludziom, którzy wcześniej nie mieli na to szans.

Dla wielu to pierwszy krok: ktoś z małej miejscowości, pracujący na zmiany, nie jest w stanie przyjechać na 3-4 intensywne weekendy do dużego miasta, ale może wieczorami przerabiać moduły teoretyczne.

To, co kiedyś było przywilejem osób z dużych ośrodków i zasobnym portfelem, dziś stało się choć trochę bardziej demokratyczne.

Widzisz też pewnie, jak dobrze zaprojektowany kurs online potrafi uporządkować teoretyczną wiedzę lepiej niż chaotyczne, „gadające głowy” na żywo.

Moduł z anatomii można obejrzeć pięć razy, zatrzymać, przewinąć, wrócić za tydzień przed egzaminem czy rozmową z klientem mającym konkretny problem.

To daje realną szansę, że część uczestników lepiej opanuje teorię niż na intensywnym, jednorazowym szkoleniu, gdzie tempo bywa dyktowane przez najszybszych, a nie przez tych, którzy naprawdę potrzebują czasu.

 

Część „PRZECIW” – kluczowe ryzyka | kurs trenera personalnego online

 
 

Problem zaczyna się tam, gdzie ktoś próbuje z kursu online zrobić „pełną ścieżkę do zawodu”, bez obowiązkowego kontaktu z realnym klientem.

Wiesz dobrze, że wiedzieć, jak wygląda poprawny przysiad na slajdzie, a umieć poprawić go u 52‑letniego faceta z brakiem stabilności w stawie skokowym, to dwie zupełnie różne kompetencje.

Kamera i ekran nie oddają niuansów ruchu, mikrogrymasów bólu, niepewności, tego momentu, kiedy trzeba przerwać serię, choć na papierze „plan” mówi coś innego.

Drugie ryzyko to pokusa rynku, żeby uprościć wszystko do maksimum: taniej, szybciej, więcej certyfikatów.

Z pozycji CEO, widzę to dobrze, że im łatwiej zdobyć „papierek”, tym trudniej utrzymać realne standardy.

Kurs wyłącznie online, bez twardego wymogu praktyk, bez zaliczenia na sali, może produkować ludzi, którzy świetnie powtarzają definicje, ale pierwszy kontakt z prawdziwym klientem traktują jak kolejne wideo, tyle że tym razem każda pomyłka może skończyć się kontuzją, utratą zaufania, a czasem po prostu rezygnacją osoby, która i tak z trudem zebrała się na odwagę, by wejść na siłownię.

Zgodnie z obietnicą chcę pokazać obie strony medalu.

 

Argumenty „ZA” kursem trenera personalnego online

 
 

  • Znacznie niższy koszt wejścia w edukację trenerską w porównaniu do intensywnych kursów stacjonarnych.Brak konieczności dojazdów i noclegów, co jest kluczowe dla osób spoza dużych miast (i tańsze!)
  • Możliwość nauki we własnym tempie, cofanie, powtarzanie, przerabianie trudnych modułów wielokrotnie.
  • Uporządkowana, standaryzowana teoria (anatomia, fizjologia, podstawy żywienia) dostępna w jednym miejscu.
  • Dostęp do materiałów dodatkowych: nagrań ekspertów, quizów, prezentacji, testów samooceny.
  • Opcja łączenia nauki z pracą, rodziną i innymi obowiązkami, bez konieczności brania urlopu.

 

Argumenty „PRZECIW” kursem trenera personalnego wyłącznie online

 
 

  • Brak obowiązkowej, strukturalnej praktyki na sali z realnymi ludźmi o różnym wieku, masie ciała i problemach zdrowotnych.
  • Niemożność przećwiczenia natychmiastowej korekty techniki w czasie rzeczywistym, reakcja jest zawsze spóźniona i oparta na nagraniu.
  • Ograniczona nauka „czytania” klienta: jego lęku, dyskomfortu, spadku motywacji, oporu przed wysiłkiem.
  • Ryzyko zaniżania standardów wejścia do zawodu w imię „szybko, tanio, wygodnie”.
  • Tworzenie fałszywego poczucia kompetencji: kursant „obejrzał dużo filmów”, ale nigdy nie dźwignął odpowiedzialności za czyjeś zdrowie.
  • Brak ekspozycji na trudne, niestandardowe przypadki, które w praktyce pojawiają się bardzo szybko i weryfikują papierową wiedzę.

Im dłużej patrzę na rynek kursów trenerskich tym wyraźniej widać jedno: online jest świetnym narzędziem, ale fatalnym fundamentem.

Kurs internetowy może być znakomitym wsparciem, miejscem, gdzie kursant szlifuje teorię, wraca do podstaw, aktualizuje wiedzę o nowych podejściach.

Jeśli jednak ma być jedynym krokiem między „lubię siłownię” a „biorę odpowiedzialność za cudze zdrowie”, rachunek prędzej czy później wystawi rzeczywistość: kontuzje, frustracja klientów i spadek zaufania do całej branży.

Najuczciwiej jest więc powiedzieć wprost: najlepsza droga to model odwrotny do modnej dziś narracji.

Najpierw realna sala, praktyka, błędy i poprawki pod okiem doświadczonych trenerów, a dopiero potem wygodne doszlifowanie teorii online.

Dobry kurs trenera personalnego nie kończy się certyfikatem w skrzynce mailowej i ramce, a zaczyna się w chwili, gdy po raz pierwszy spojrzysz w oczy klientowi, który oddaje w Twoje ręce swoje zdrowie i nadzieję na zmianę.

I na to żaden, nawet najpiękniej nagrany moduł wideo nie jest w stanie przygotować do końca.

Zostań trenerem personalnym z CSS Personal Trainer®

16 tygodni praktycznej nauki i certyfikacja uznawana w całej Polsce.
Kurs, który uczy, jak naprawdę pracować z ludźmi, a nie tylko prowadzić treningi.

Sprawdź kurs